  |
|
Przygodę z off-roadem
zacząłem od kupna Toyoty Land Cruiser. Na poczatku zawładnęła
mną możliwość wjechania samochodem tam gdzie się chce. Później
błotniste szlaki poligonów wojskowych porzuciłem na rzecz
coraz to dalszych podróży pod znakiem off-roadu. Mogłem już
jeździć tam gdzie mnie oczy poniosą, ale nadal miałem problemy
z beztroskim nocowaniem w zupełnie dzikim terenie ale także
pośród cywilizacji. Rozbijanie namiotu ma swoje wady, jak
i zalety. Mnie bardziej przeszkadzały wady, więc natchniony
pobytem na zlocie podróżników w Bad Kissingen w Niemczech,
postanowiłem zakupić ciężarówkę, aby przystosować ją do dalekich
podróży po bezdrożach.
Zrazu mój wybór
padł na Unimoga, ale potem całkiem nieoczekiwanie natknąłem
się na GAZa 66 w całkiem dobrym stanie i w atrakcyjnej cenie.
Zapadła szybka decyzja i Toyota poszła na sprzedaż, a jej
miejsce zajął GAZ 66 z 1992 roku z oryginalnym silnikiem V8
benzynowym na zasilaniu gazem LPG oraz z wyciągarką mechaniczną.
Poprzedni właściciel zakupił dwa takie pojazdy od Zakładu
Energetycznego z zamiarem stworzenia wyprawówki. I tak przez
dłuższy czas kompletował jeden egzemplarz, remontował i poprawiał
fabrykę, zatrzymał się na zabudowie skrzyni.
W ten oto sposób stałem się posiadaczem GAZa 66 w doskonałym
stanie, a nawet z ocynkowanymi niektórymi blachami kabiny.
Na początek pojawiła
się trudność prawna. Okazuje się, że pojazdy o dopuszczalnej
masie całkowitej powyżej 3500kg poruszające się po polskich
drogach powinny mieć opłacony podatek drogowy i to wcale nie
mały. Zacząłem grzebać w ustawach w internecie, a język prawniczy
jest tak wieloznaczny, że trudno mi było cokolwiek ustalić.
Wziąłem się więc na sposób i zadzwoniłem w bardzo nietypowej
sprawie najpierw do trzech komend wojewódzkich policji, a
potem do okręgowej stacji inspektoratu transportu drogowego.
Nie wszyscy przedstawiciele tych instytucji wiedzieli od razu
jak mi odpowiedzieć. Ale w końcu ustaliłem ponad wszelką wątpliwość,
że jeśli pojazd ciężarowy o przeznaczeniu uniwersalnym jest
zarejestrowany na osobę fizyczną i kierowcą jest ta osoba
fizyczna, która nie posiada żadnej zarejestrowanej na siebie
działalności gospodarczej i nie użytkuje tegoż pojazdu w sposób
zarobkowy, to powinna posiadać przy sobie tylko prawo jazdy
kat. C, opłacone ubezpieczenie OC oraz dowód rejestracyjny
pojazdu i nic więcej. Doradzono mi także abym przerejestrował
GAZa na pojazd ciężarowy z przeznaczeniem specjalistycznym
turystycznym jak tylko ukończę budowę budy kempingowej. W
ten sposób będę miał niższe opłaty OC, nie będę musiał udowadniać
że nie prowadzę żadnej działalności gospodarczej oraz będę
mógł przejeżdżać granice państwa razem z innymi pojazdami
nieciężarowymi. I mam właśnie taki zamiar aby przerejestrować
swojego GAZa 66 i mieć święty spokój. Z początku nastraszono
mnie, że będę musiał płacić wysoki podatek drogowy oraz prowadzić
kartę wozu lub tachometr, więc całkiem poważnie rozważałem
możliwość przerejestrowania GAZa na pomoc drogową - pojazd
specjalistyczny, aby uniknąć komplikacji płatniczo-dokumentowych.
Przy rejestracji na pomoc drogową wymaga się tylko aby pojazd
posiadał wyciągarkę (bez znaczenia gdzie zamontowaną) oraz
napis POMOC DROGOWA na żółtym pasku. Inna sprawa to brak pasów
bezpieczeństwa w kabinie, można je oczywiście dla własnej
satysfakcji zamontować, pamiętając o wielkich przeciążeniach
jakie powinny wytrzymywać punkty mocowania, ale według prawa
pasy w pojazdach fabrycznie nie wyposażonych w takowe i zarejestrowanych
w Polsce nie muszą ich posiadać, to samo w całej Europie.
Ważnym też jest rozporządzenie, że w Polsce nie wolno rejestrować
pojazdów powyżej 3500kg dopuszczalnej masy całkowitej, które
są wyposażone w silnik benzynowy, więc zakup GAZa 66 (z fabrycznym
silnikiem oczywiście) od wojska nie wchodzi w rachubę, bo
to byłaby pierwsza rejestracja. Trzeba od razu zmienić silnik
na jakiegoś diesela.
Minęło trochę
czasu i wszystko się wyjaśniło. Urząd Gminy zawezwał mnie
przed swoje oblicze nakazując zapłatę zaległego podatku od
środka transportowego wraz z odsetkami. Jak się dowiedziałem
podatek płaci się od posiadania samochodu o DMC powyżej 3.5t
bez względu czy samochód jeździ czy stoi czy zarabia na siebie
czy jest zarejestrowany czy nie, płaci się od posiadania.
Wyliczono mi ile miesięcy w roku 2004 posiadałem środek transportowy
i nakazano zapłacić. Nie mogłem się wykręcić, bo zgodnie z
ustawą nie miałem na to szans. Wypełniłem więc deklarację
na podatek od środków transportowych DT-1 i zapłaciłem. Ale
przyspieszyłem sprawę przerejestrowania samochodu. Okazało
się to zupełnie łatwą sprawą. Rzeczoznawca za niewielką opłatą
stwierdził, że pojazd w wyniku modernizacji zmienił swój rodzaj
z ciężarowego uniwersalnego na specjalny (KOD-07) kempingowy
(KOD-514), który nie podlega ani podatkom gminnym ani inspekcji
transportu drogowego. Poza tym może przejeżdżać przez przejścia
graniczne razem z osobowymi i ma inne kwalifikacje opłat ubezpieczenia.
Z oceną techniczną od rzeczoznawcy poszedłem do diagnosty,
aby wydał przegląd sprawdzający nową kwalifikację pojazdu,
a potem do urzędu komunikacyjnego, aby wydali nowe tablice,
nowy dowód i nową naklejkę. W urzędzie gminy pojawiłem się
tylko po to, aby powiedzieć, że mogą mnie teraz...
17 sierpnia
2004 roku przyprowadziłem mojego GAZa do domu. Była to długa
trasa, ponad 300km ze Śląska. Stan podzespołów samochodu nie
był taki jak przewidywałem. Deformacja przedniej opony, oraz
rozlatujący się przedni most, spowodowały, że nie mogłem przekraczać
60km/h. Do tego nie świeciły migacze i były problemy ze światłami
stopu. O nie pełnej dokumentacji wozu nie wspomnę, aby nie
narażać się władzy. Musiałem się nauczyć zmieniać biegi z
podwójnym sprzęgłem i redukować z przegazówką jak w motocyklu.
Zestopniowanie poszczególnych przełożeń, pozostawia wiele
do życzenia. Podobnie jak w UAZie jedynka jest absurdalnie
niepotrzebnie niska, a odstęp pomiędzy trójką a czwórką zbyt
duży. GAZa nie prowadzi się jak ciężarówkę, ale też nie jak
terenówkę, coś pomiędzy. Silnik ze 120PS nie jest wcale taki
mocny na czwartym biegu, a jego głos ładny tylko dla przechodniów.
Za to wentylacja jest lepsza niż w mojej Toyocie, podświetlenie
zegarów jest regulowane, a włącznik wycieraczek bardzo sprytnie
rozwiązany, chociaż zbyt daleko od kierowcy. Standardowe siedzenia
dopiero po 8 godzinach przyprawiły mnie o ból tyłka i pleców.
Kierownica mała i dobrze leży w rękach. Wsiadanie i wysiadanie
jest wyjątkowo kłopotliwe, można je opisać jako wskakiwanie
do sportowego wozu stojącego na wysokim na metr podnośniku.
Pozycja leżąca z wyprostowanymi kolanami i niewielkim miejscem
na stopy. Silnik mocno grzeje na postoju, trzeba go koniecznie
obić matami. Jego głos na wolnych obrotach jest cichutki,
ale przy wyższych strasznie wyje. Kabina wymaga gruntownych
prac tapicerskich, zwłaszcza wygłuszeniowych. Drzwi posiadają
dobrze zamykające się zamki, opuszczane szyby i otwierane
trójkąciki.
Pierwsze prace
garażowe już za mną. Na razie wymiana płynów, regulacje, dokręcanie
luźnych śrub oraz ogólne oględziny i sporządzanie listy najpotrzebniejszych
napraw. W oczy rzuca się od razu inne podejście przy projektowaniu
części mechanicznych. Nie wiem czy to z powodu przeznaczenia
tego samochodu do odległych w dziczy i trudno dostępnych terenów,
czy po prostu kiedyś wszystkie ciężarówki tak budowano. Żadne
samochody osobowe, nawet stare Mercedesy nie zaskoczyły mnie
taką funkcjonalnością i sprytnym podejściem projektantów.
Najdrobniejsze elementy mogą być regenerowane w nieskończoność
przez wioskowych kowali i tokarzy. Bardzo mało elementów zamontowano
z przeznaczeniem jednorazowego użytku. Wszędzie można regulować
luzy, zamiast wymieniać cały moduł. Większość nakrętek posiada
zawleczki zamiast plastyków przeciw odkręcaniu, czy wkręcaniu
na klej, tak modne ostatnio. Oczywiście zauważyć można, że
stworzono ten pojazd w technice sprzed prawie 40 lat. Postawiono
wszystko na niezawodność i trwałość, na pewno kosztem komfortu
i ekonomiki. O jakości nie będę się wypowiadał póki co, ale
jak wiadomo z tym zawsze były problemy w socjalistycznych
fabrykach. Silnik ośmiocylindrowy w układzie widlastym, w
jedynym słusznym kącie korbowodów 90st., to konstrukcja wiekowa.
Stworzona przez Amerykanów i wielokrotnie modyfikowana do
dziś przez radzieckich i rosyjskich techników. Znam kilka
silników idealnych, ten na pewno do nich nie należy, ale odróżnia
się tym, że jest ponadczasowy. Został tak zaprojektowany,
aby ułatwić maksymalnie jego obsługę i naprawy, jak wiadomo
kosztem własności dynamicznych i ekonomiki spalania. Dlatego
dzisiejsze silniki tak trudno naprawiać, ale jakie one wydajne.
Stara konstrukcja odporna jest na złe traktowanie, trudy dziczy,
chętnie spożywa kiepskie paliwo, najgorsze, dzisiejsze oleje,
są i tak dla niego za dobre. Jest diabelnie elastyczny, nie
znosi wysokich obrotów, ociężale reaguje na dodanie gazu,
ma niewielką moc w porównaniu do spalania i pojemności i jest
długowieczny. Więcej na jego temat napiszę później jak się
z nim bardziej zżyję.
Skrzynia biegów
jest czterobiegowa, niezsynchronizowana, przez to ma niewielkie
gabaryty. Reduktor połączony jest z nią za pomocą około metrowego
wału napędowego. Z niego wychodzą wały napędowe na przedni
i tylni most. Wałek wyciągarki mechanicznej wychodzi wprost
ze skrzyni biegów, co skutecznie uniemożliwia jej podmianę
na inny model. Zawieszenie na sztywnych mostach i na resorach
piórowych. Opony o rozmiarze 13.00x18, chociaż standardowo
powinny być 12.00x18.
Więcej kłopotu
miałem z układem kierowniczym, więc to opiszę dla innych.
Luz był bardzo duży. Najpierw przygotowałem się teoretycznie.
Ale książka Ministerstwa Obrony CCCP z 1984 roku nie podaje
wiele szczegółów, a rysunki wprowadzają w błąd. Nie bardzo
rozumiałem dlaczego jest taki duży luz na drążku przymocowanym
do jakiegoś ustrojstwa tuż za wąsem przekładni. Bo tutaj inaczej
niż zwykle, przekładnia kierownicza nie jest wspomagana, ale
wąs, który z niej wychodzi porusza krótkim drążkiem i jednocześnie
małą suwnicą, w której zawory ciśnieniowe prowadzą olej z
pompy wspomagania do siłownika, umocowanego podobnie jak amortyzator
skrętu. Kiedy kierownica porusza się w prawo, siłownik ciągnie
drążek poprzeczny biegnący od jednego koła do drugiego i pomaga
kręcić, kiedy kręcimy w lewo, to zmienia się kierunek ciśnienia
w układzie wspomagania i siłownik wypycha drążek poprzeczny
itd. Luz na suwnicy uruchamiającej siłownik wspomagania jest
normalny i po włączeniu silnika i przy dobrze pracującym wspomaganiu,
znika. Ale ja na początku tego się nie domyśliłem i rozkręciłem
suwnicę, przy okazji redukując i tak mały luz w jej bebechach
oraz dokręcając wszystkie luźne nakrętki. Cały
mój GAZ składa się z luźnych nakrętek, zupełnie jakby już
w fabryce ich nie podokręcali. Aby rozebrać suwnicę należy
odkręcić mały dekielek po przeciwnej stronie drążka biegnącego
do zwrotnicy lewego koła, pod nim jest nakrętka z zawleczką.
Po jej odkręceniu wychodzi cylinderek suwnicy, aby rozbierać
dalej należy rozpołowić suwnicę na pół odkręcając dwie śruby
po jej środku. Ukaże się wtedy cylinderek przykręcony bezpośrednio
do trzpienia wchodzącego w suwnicę od strony wąsa. W tym cylinderku
jest taki sztyft, jak piszą ruskie w książce. Trzeba go wyjąć
aby zredukować luz. Potem odkręcać dekielek tego cylinderka,
ale tak aby można było wsadzić z powrotem sztyft, który wchodzi
tylko w kilku położeniach w otwory. Cholernie to skomplikowane
i na dodatek nie mogę podeprzeć się rysunkiem technicznym
z książki aby Wam to pokazać, bo rysunek tylko narobi większego
zamieszania. Po prostu nie wolno się bać rozbierać, bo w tym
przypadku nic się nie da zepsuć, a jeśli się ostrożnie i z
głową rozbiera to łatwo to potem poskładać do kupy, nie bez
zastanowienia po co tak skomplikowali. Luz znalazłem gdzie
indziej, a mianowicie w przekładni kierowniczej. Łatwo go
zredukować odkręcając nakrętkę-kapturek po prawej stronie
przekładni (patrząc wzdłuż osi wozu). Oś na której chodzi
nakrętka ma wejście na imbus 12mm, dokręcamy oś najpierw zdejmując
podkładkę gwiaździstą, która była pod kapturkiem. Należy zostawić
maleńki luz aby przekładnia miała trochę oddechu bo inaczej
szybko się zużyje. Przy okazji napraw układu kierowniczego
warto nasmarować wszystkie przeguby na drążkach i wałku kierownicy.
Inaczej niż w osobówkach, tutaj wszystkie przeguby są rozbieralne
i posiadają swoje kalamitki. Oryginalnie przewody ciśnieniowe
do siłownika wspomagania są prowadzone w oplocie stalowym,
ale zbyt blisko drążka idącego od wąsa przekładni i lubią
się przecierać. Potrzeba tylko trochę główkowania i kilka
opasek samozaciskowych i poprawimy fabrykę. Coraz częściej
myślę o ruskich fabrykach samochodów jak o kompletnym niezgraniu
głowy z rękami. Mają doskonałe rozwiązania, potrafią ukraść
pomysł z Zachodu i go poprawić, ale wykonanie to tak jak by
chłop sierpem, a robotnik młotem. A szkoda bo GAZy 66 to by
Unimogi zakasowały, nie tylko ceną.
Jak wiadomo
GAZy 66 nie są wyposażone w sprzęgiełka przedniej osi, a napęd
przekazywany jest na stałe tylko na tylnią oś. Więc przedni
wał i bebechy przedniego mostu kręcą się podczas jazdy na
darmo, hałasują i zużywają się. Samoblokujący dyferencjał
GAZa 66 jest wyjątkowo podatny na uszkodzenia kiedy moment
obrotowy podawany jest z półosi a nie z wału napędowego. Mój
przedni dyfer praktycznie się rozleciał, na szczęście znaleźć
zapasowy w dobrym stanie to łatwizna i taniocha. Co by to
było, gdyby mi padł most w Unimogu! Jednakże postanowiłem
zaopatrzyć przednią oś w coś na kształt sprzęgiełek rozłączających
napęd z piast na półosie. Odkręciłem 10 śrub i wyciągnąłem
dekiel piasty wraz z wielowpustem wchodzącym na półośkę. Dostęp
jest łatwy, wyjmuje się to prosto, trzeba mieć tylko klucz
22. Skoro półośki są bardzo krótkie, bo mocowane w przegubie,
to nie potrzebują dodatkowego podparcia aby się trzymać w
poziomie. Dorobiłem więc nowe dekle piasty z blachy 2mm, z
odpowiednią wypustką na zakończenie półośki, ale bez wielowpustu
dla niej i dokręciłem je na te 10 śrub. Teraz piasta się obraca
i nie porusza półośki. Nie są to może sprzęgiełka w samym
tego słowa znaczeniu, ale działają jak te co mam w Toyocie.
Decyzja o zjechaniu GAZem w trudny teren zapada rzadko, a
jeśli już się na to zdecyduję to włączę przedni most na dłuższy
czas przeprawy przez dzikie tereny podczas ekspedycji. Więc
takie rozwiązanie w zupełności mnie zadowala. Przy okazji
pobytu w Rosji rozejrzę się za oryginalnymi sprzęgiełkami,
a może i zsynchronizowaną, pięciobiegową skrzynię znajdę.
Minęło trochę
czasu i poczyniłem kolejne poprawki sprzętu. GAZik ma już
nowy kolor, bo ten wojskowy zielony działał mi na nerwy. A
wczoraj walczyłem z wyciekiem z reduktora na flanszy przedniego
wału napędzającego przedni most. Znajduje się tam siemering
o wymiarach 51x76x10. Łatwo go wydobyć po odkręceniu wału
i centralnej śruby (32mm) mocującej flanszę, która powinna
zejść łatwo z wieloklinu.
W oczekiwaniu
na zabudowę kempingową wygłuszyłem kabinę kierowcy. Zastosowałem
maty na podłożu jakby z watoliny, takiej zielonej, przyklejonej
do gumowej, grubej folii. Można takie dostać w sklepie Gumex
w Poznaniu na ul. Kościelnej w cenie 45zł za arkusz 1.5x1.5m.
Dodatkowo obiłem blachy filią aluminiową na podłożu bitumicznym
(w tym samym sklepie za 25zł kilka metrów bieżących). Wspaniale
się to układa do obłości karoserii. Mata trzyma się sama po
dociśnięciu. Od strony wnętrza kabiny położyłem wykładzinę
samochodową, do dostania w Castoramie. Cięta z beli o szerokości
205cm, nie jest tania, ale za to znakomicie trzyma kształt
na kantach i jest wodoodporna. Widziałem tylko w jednym kolorze
- czarnym. Tak więc od strony tunelu osłaniającego silnik
zastosowałem matę na watolinie, pod nią filc jaki był tam
oryginalnie. Dokręciłem to na niewielkie śrubki jakie trzymały
oryginalny filc. Na ebonitowy dekiel na górze tunelu położyłem
samą matę z watoliną i folię aluminiową od strony silnika.
Wszystko przykręciłem na śrubki. Od strony kabiny na blachę
przykleiłem folię aluminiową na całej podłodze kabiny i tunelu
silnika. Na podłogę oryginalny filc i wykładziny gumowe, natomiast
na tunel silnika folię aluminiową, matę z watoliną i wykładzinę.
Na tylnią ściankę kabiny położyłem matę z watoliną i wykładzinę,
nie przejmowałem się wypustką pod wsteczny bieg, wchodzi bez
wycinania otworu w tapicerce. Na sufit przykleiłem na gorący
klej folię aluminiową na podłożu z 5mm styropianu, jaki daje
się za grzejniki w domach, aby odbijał ciepło od ściany. W
GAZie ma odbijać wstrętne słońce na pustyni. Dodatkowo położyłem
wykładzinę przytrzymywaną dwoma oryginalnymi pałąkami i blachowkrętami
na tylniej ściance. Oczywiście pozostawiłem wewnętrzne oświetlenie.
Przy okazji klejenia na gorąco, przykleiłem uszczelki drzwi.
Na same drzwi i drugie na framugę kabiny. Z brakiem schowków,
tak popularnych w dzisiejszych samochodach, poradziłem sobie
montując dwa koszyki ze starej lodówki sklepowej na lody.
Jeden na deklu tunelu silnika od strony pasażera, a drugi
na podszybiu między zegarami kierowcy a zegarami ciśnienia.
Przy montażu koszyka na deklu tunelu silnika należy pamiętać,
że pasażer ma 20cm mniej miejsca (na szerokość) niż kierowca.
Więc koszyk powinien być nieco odsunięty od prawej krawędzi
dekla, ale nie może być zbyt blisko kierowcy, ponieważ ten
przy włączaniu biegów zamaszyście sięga ręką do tyłu do lewara
biegów i zahaczałby o koszyk, który byłby zbyt blisko lewej
krawędzi dekla tunelu silnika.
Pan Stefan Śląski
z Książa Wlkp.pomógł mi przy montażu czterometrowej przyczepy
kempingowej jaką kupiłem na ramę GAZika. To chyba lepsze rozwiązanie
niż przerabianie trudno dostępnej oryginalnej budy po radiostacji
czy karetce. Przyczepa jest już luksusowo wyposażona w instalację
na 12V, 220V i gaz. Ma łazienkę, lodówkę, palniki kuchenne,
zlewozmywak, ogrzewanie gazowe i dwie sypialnie na 2 osoby
każda. Nigdy bym nie wyposażył gołej budy po radiostacji w
takie luksusy za 5500zł, bo tyle kosztowała mnie przyczepa.
A poza tym czas! Jest jeszcze jeden atut przyczepy, mianowicie
waga. Przyczepa waży 500kg, a oryginalna buda po radiostacji
z wojska trzy razy więcej. Jak nic poczuję to przy tankowaniu.
Za przyczepą zamontuję stojak na koło zapasowe i wtedy ocenię
czy przerabiać tylnie resory aby były bardziej miękkie. Fachowiec
przychodzi przerobić nadkola w przyczepie tak aby weszły koła
GAZa. Resztę szczegółów opiszę za tydzień jak wstawię przyczepę
na ramę GAZa.
Właśnie jestem
w trakcie modyfikacji i montażu pierwszego zbiornika na paliwo.
Będzie on pełnił funkcję głównego zbiornika paliwa w tym samochodzie,
dodatkowy na 350l będę montował na wyprawy w dziką Azję w
miejsce jednej z dwóch butli na LPG. Zauważyłem, że tył GAZika
jest mocno niedoinwestowany, za dużo tam pustostanów, a że
od dłuższego czasu głowiłem się nad miejscem pod główny zbiornik
paliwa, wykombinowałem że powinien on być wpuszczony pomiędzy
podłużnice ramy tuż za tylnim mostem. Na szerokość i wysokość
oryginalny zbiornik pasuje jak ulał, ale długość jest o około
11cm za duża. Musiałem więc wyciąć te 11 centymetrów, a tym
samym zmniejszyć zbiornik do około 80-90l zamiast oryginalnych
105l. Przed cięciem zbiornika wylałem paliwo do kanistra oczywiście
i dwukrotnie napełniłem po korek zbiornik wodą. Duch benzyny
jednak unosił się jeszcze gęsto we wnętrzu zbiornika. Wpadłem
więc na pomysł wypalenia go zapałką. Zapaliłem zapałkę i wrzuciłem
ją do zbiornika bojaźliwie odsuwając się o krok. W ten oto
sposób doświadczalnie przekonałem się jak działa silnik rakietowy.
Opary benzyny wybuchły, a nie widząc innego ujścia jak przez
ogromny wlew wywaliły snop niebieskiego ognia na jakieś półtora
metra, trochę huku i zbiornik pojechał po podłodze garażu.
Potem wziąłem się do cięcia i spawania. Pod zbiornik zastosowałem
cienki profil zamknięty jako pojedynczy legar, ponadto zbiornik
opiera się ze trzech stron na swoim oryginalnym rancie spawu
dwóch połówek o ramę wozu. Aby zbiornik się nie przesuwał
przymocowałem go dwoma taśmami wzdłużnie do osi pojazdu. Taśmy
metalowe pobrałem z oryginalnego mocowania zbiornika, uprzednio
je skracając i dospawując do nich kawałki śrub, które wkręciłem
w uchwyty przyspawane do ramy. Rurę wlewu paliwa wraz z zamknięciem
obciąłem i przymocuję je do tylniego, dolnego skosu przyczepy
kempingowej jaka będzie montowana na ramie. Paliwo będzie
przelewało się gumową, zbrojoną rurą do zbiornika.
16 grudnia pojechałem
na skład złomu powojskowego w Kaźmierzu i zakupiłem nędzny
tłumik, aby wymienić zamiast mojego, który był jeszcze gorszy.
Może z czasem dobiorę jakiś nieoryginalny od Stara czy coś.
Kupiłem też stelaż pod koło zapasowe, osłonę sprzęgła, smarowniczkę
łożyska dociskowego sprzęgła, hermetyczne przewody wysokiego
napięcia, oponę 13.00R18 Stomil T5, skrzynkę narzędziową i
parę innych duperel, które po prostu schowałem w kieszeń.
Przy okazji dowiedziałem się, że bezużyteczna blacha, co leży
u mnie w piwnicy to osłona alternatora. Spędziłem też trochę
czasu przy desce kreślarskiej i zmieniłem koncepcję mocowania
przyczepy kempingowej na ramie. Początkowo miało być tak,
aby koło zapasowe było z tyłu, ale w końcu wyląduje między
kabiną kierowcy a przyczepą, czyli oryginalnie. Koło waży
swoje, chociaż nie wierzę, że 120kg jak podaje instrukcja,
musiałbym dospawać do ramy z tyłu wielki stelaż, który wytrzymałby
takie obciążenie w terenie, zmniejszyłby kąt zejścia, ale
ochronił tył przed zderzeniami. Teraz spawam coś z oryginalnego
stelaża pod zapasówkę, który pomieści jednocześnie skrzynkę
narzędziową, dwa kanistry z paliwem, butlę z gazem dla przyczepy,
pojemnik z wodą do mycia dla przyczepy, najazdy no i oczywiście
samo koło zapasowe.
Nie mogłem zastosować
oryginalnego sposobu na podnoszenie koła z ziemi, ponieważ
przeszkadza w tym butla z LPG, a potem będzie przeszkadzał
zbiornik na paliwo. Ale zastosowałem rampę na 190cm długą,
po której będę wprowadzał koło w stelaż a jednocześnie będzie
ona służyła jako jeden z najazdów/trapów. Oprócz tego wszystkiego
jest jeszcze trochę miejsca z przodu, ale o tym później. Rozwiązanie
z kołem zapasowym z przodu powoduje, że oryginalne nadkola
w przyczepie należy tylko powiększyć a nie przesunąć, poza
tym praktycznie cały ciężar przyczepy spocznie na tylnim zawieszeniu,
które jest bardzo mocno niedoinwestowane kilogramami.
Tył ramy musiałem
przedłużyć o 40cm tak, aby czterometrowa przyczepa miała jeszcze
na czym się oprzeć. Na szczęście jest mocno podcięta u dołu
i nie ograniczy tak bardzo kąta zejścia. Ramę przedłużyłem
ceownikami, do których przymocowałem jeszcze stelaże pod tylnie
lampy i tylni zderzak z mocowaniem na dwa rowery (mocowanie
zdejmowalne), ale o tym również później. Stelaż pod przyczepę
zdecydowałem zrobić z ceowników położonych jak litera 'n',
zastosowałem ich pięć sztuk, mniej więcej równomiernie rozłożonych.
Połączyłem je kątownikami, ponieważ podłoga przyczepy jest
tak skonstruowana, że belki idą w poprzek, więc nie pokrywałyby
się z moimi ceownikami, które też idą w poprzek, (patrz zdjęcie
poniżej). Ceowniki oparłem i dokręciłem do ramy wozu poprzez
poduszki silnikowe od Forda Transita 12zł sztuka, a zastosowałem
ich 10 sztuk, schowały się wewnątrz ceowników. Zapewni to
amortyzację od wstrząsów silnika i podwozia. Najpierw odkręciliśmy
przyczepę od jej ramy i wyjechaliśmy nią z garażu. Przyczepę
podnieśliśmy hi-liftem, podnośnikiem hydraulicznym i widlakiem
na wysokość 102cm od podłogi, tak aby można było wjechać samochodem
pod przyczepę. Niestety zima w pełni, więc musimy robić wszystko
w garażu, a dach nie jest z gumy. Spowodowało to, że musieliśmy
spuścić powietrze z tylnich opon, aby zmieściły się pod przyczepą
i wjechały w miejsca nadkoli. Wojskowe opony nie chciały się
ugiąć zbytnio pod ciężarem pustej ramy wozu, ale jakoś się
udało, na styk. Zanim to jednak nastąpiło musieliśmy wyciąć
większe nadkola pod opony GAZika. Nadkola wykonaliśmy z blachy
i dokręciliśmy je na silikon i piankę do podłogi i ścian przyczepy.
Ponadto musieliśmy wyciąć otwory w podłodze przyczepy na mocowania
amortyzatorów tylnich i na mocowania poduszek ramy pod przyczepę.
Wszystko wymierzyliśmy metodą inżynierską, jakem niedoszły
inżynier magister. Pomiary były dobre tylko przy wycinaniu
jednego otworu pomyliły nam się znaczki. Przy okazji wyszło
na jaw, że przyczepa jest lekko podgnita na narożnikach i
tak na prawdę robimy ją tylko na najbliższe 5-7 lat, bo większy
remont się nie opłaca. Po wjechaniu GAZikiem pod przyczepę
i czasochłonnym nacelowaniu przyczepą na otwory z dokładnością
do 1cm, opuściliśmy ją na ramę samochodu. Przyczepę dokręciłem
na 10 śrub fi 8mm do ramy. Celowałem tak, aby przykręcać za
belki podłogi, bo pomiędzy nimi pięciocentymetrowy styropian
i dwie grube sklejki. W holenderskim pędzie do lekkości przyczepy,
fabrykanci posunęli się do absurdu robienia ścian ze styropianu,
blachy aluminiowej i poziomych (!!!) lichych beleczek drewnianych.
Z rozplanowania wnętrza jestem bardzo zadowolony, ale konstrukcja,
którą wzmacniam kątownikami, jest do bani. Okazało się też,
że aby wyjechać na ulicę muszę przejechać przez bramę o wysokości
300cm (nad nią jest mieszkanie), a GAZik ma teraz 311cm wysokości.
Wygląda na to, że aby wyjechać z domu muszę za każdym razem
spuszczać powietrze z kół. Teraz centralne pompowanie by się
przydało.
GAZik dostał
tylni zderzak, drabinkę do wchodzenia do kempingu. Podłączyłem
również gaz do ogrzewania, kuchenki i lodówki oraz wodę do
zlewozmywaka. Wszystkie połączenia musiały być zlikwidowane
na czas montażu przyczepy na ramie. Teraz już działa cała
ta cywilizacja. Butlę z gazem i pojemnik na wodę wstawiłem
tak jak już wcześniej wspomniałem między kabinę kierowcy a
kemping. Na jednym stelażu stoi tam też koło zapasowe i skrzynka
narzędziowa. Z tym pierwszy mieliśmy nie lada problem, aby
go przymocować stabilnie w pionie. Wymieniłem również oryginalne
lusterka, które krótko mówiąc były do dupy. Nie składały się
i trudno było je regulować. Wielkością odpowiednią do ciężarówek
też nie grzeszyły. Zastosowałem opatentowany przy Toyocie
sposób ze stelażami do lusterek od Honkera, kosztują grosze
a trzymają jak mur. Kupiłem też wielkie lustra do ciężarówek
i całość zamontowałem na drzwiach kabiny. Niestety drzwi nie
posiadają tapicerki i są zespawane z dwóch połówek. Dojście
do wnętrza drzwi jest tylko możliwe przez owalny otwór inspekcyjny.
Dlatego też lusterka zamontowałem dość blisko środka drzwi.
Ich montaż i tak sprawiał dużo problemu, trzeba mieć giętkie
nadgarstki i małe dłonie, aby dotrzeć z nakrętkami i podkładkami
z kątownika od wnętrza drzwi. Teraz lusterka są większe i
składają się tak, że można wjechać w wąską bramę lub do lasu.
Prace będą jeszcze postępować przez miesiąc albo i dwa, więc
ciąg dalszy opowieści w odcinkach nastąpi na pewno. Wszystkie
modyfikacje i prace nad GAZikiem opisane powyżej, znajdziecie
szczegółowo na witrynie www.kilometr.com.
Mariusz
styczeń 2005 roku
|