Samochód kupiłem na przetargu
w KW Olsztyn, jak na swój rocznik był w przyzwoitym stanie, wynikało to
głównie z tego, że milicjanci, a później policjanci używali go wyłącznie
na letnich posterunkach nad mazurskimi jeziorami. Zimy spędzał w zaciszu
garażu. Licznik wskazywał przebieg 18 tys. km. Fabrycznie silnik wyposażono
w głowicę uzbojoną w zawory pochodzące z samochodu Wołga, co zdecydownie podniosło jego
moc (różne źródła podają moc od 90 do 110 KM).
Jego pierwszy użytkownik w miarę swoich (niewielkich
zresztą służbowych możliwości) starał się utrzymać go w należytym stanie.
Niestety w miarę zużywania wiele części oryginalnych zostało zastąpionych
polskimi częściami z Żuka. Które nie zawsze są lepszej jakości niż oryginalne części rosyjskie z wojskowych sortów. Osobiście jestem zwolennikiem poprawiania fabryki lepszymi a nie tańszymi "patentami", więc wytępiłem takie przeróbki wracając do fabrycznych części. Na moje nieszczęście Żukowskie części odmiawiały poszłuszeństwa w najmniej do tego dobrych momentach.
W swojej policyjnej historii mój UAZ musiał przejść jakiś remont kapitalny, ma bowiem nowszą pochodzącą z lat '90 budę i ramę
(np. ma fabryczne wycięcie w grodzi czołowej do założenia wspomagania
chamulców, podwieszane pedały sterujące, amortyzatory olejowe nowego typu
i nowszy typ ramy, nową nagrzewicę i dmuchawę nawiewu powietrza).
Standardowo wyposażonym samochodem przejeździłem pierwszy
sezon.
Podczas wyjazdu na poligon Biedrusko padł mi docisk sprzęgła, wyremontowałem
więc całe sprzęgło, przy okazji pozbywając się Żukowskich patentów z okolic
skrzyni biegów.
Po zakończeniu sezonu postanowiłem pozbyć się ognisk rdzy, które pojawiły
się w różnych miejscach blacharki. W długie zimowe wieczory zdjąłem budę
z samochodu... i zaczęło się :-).
Jak zobaczyłem ile jest miejsc w których UAZ może spokojnie nie niepokojony przez Użytkownika rdzewieć, to mi się oczy szeroko otworzyły :-).
Rama przeszła gruntowną kontrolę, czyszczenie
i konserwację. Buda jak się okazało wymagała wspawania paru metrów
kwadratowych blachy nierdzewnej, która zamieniła się w podłogę, drzwi,
nadkola i błotniki. Przy okazji zlikwidowałem tylne luki w nadkolach (bo
to miejsce jest szczególnie narażone na atak rudej bestii), podciąłem
tylne błotniki o około 10 cm, przeniosłem światełka oblaskowe ponad lampy
tylne, podciąłem przednie błotniki na wysokość tylnych.
Opłacało się włożyć tyle pracy w blacharkę! Dzisiaj samochód nie ma żadnych śladów korozji,
a wielu moich kolegów w swoich UAZach ma ustawiczne kłopoty z utrzymaniem blacharki w akceptowalnym stanie.
Blachy pomalowałem
farbą podkładową, wyszpachlowałem i pomalowałem zieloną wojskową farbą.
Samochód stracił swój niepowtarzalny policyjny kolor i biały pasek na
drzwiach, ale cóż nie miałem dojścia do lakieru policyjnego, więc zmiana
koloru była konieczna. Zbudowałem konstrukcję pod zaadoptowane z Fiata
przednie fotele i założyłem lusterka od Tarpana Honkera.
Dorobiłem bardzo solidne zderzaki z profili stalowych, teraz można podnosić samochód hi-liftem, atakować mniejsze przeszkody "z byka" bez obaw o uszkodzenie samochodu.
Drugi sezon przejechałem pod znakiem przygód z silnikiem i napędami.
Znowu odezwał się Żuk i jego patenty!. Jeździć się dało, ale samochód wymagał ciągłej uwagi.
Niemniej radość była duża, sczególnie bliskie wypady wspominamy mile.
Mówię Wam jazda bez nadstawek drzwi, a
w upalne dni bez plandeki, to czysta poezja!!!
Podczas tego lata samochód parę
razy zaliczył ostre przygody wodno-błotne. Jak się okazało mordercze dla tylnego mostu. Jak to bywa most wybuchł mi w przedzień
wyjazdu do Szklarskiej Poręby. Na szczęście udało mi się dość szybko poskładać mechanikę do kupy. Ze starego mostu został tylko pochwa, reszta niezależnie od stanu wylądowała na złomowisku i do odbudowy mostu poszły wszystkie nowe części, przy okazji remontu most otrzymał mechaniczną blokadę
mechanizmu różnicowego (dzięki Tomku!!). Przy okazji odkryłem pierwszą tajemnicę mojego UAZa - mechanizm różnicowy mostu miał totalnie dziwne przełożenie. Wielkość i rozstaw śrub w kole tależowym i ataku były normalne, ale ilość zębów i co za tym idzie przełożenie całkowite mostu wskazywały na wyraźnie "pościgowe" przeznaczenie tego UAZa. Tylko kogo i gdzie oni chcieli gonić? Złodzieja kur po wsi?? Samochód był bardzo szybki, ale wyraźnie brakowało mu wysokiego momentu obrotowego przy małych prędkościach, to nie jest wskazane przy jeździe terenowej, lepiej mieć wolniejszy samochód, ale wyraźnie mocniejszy podczas wolnej jazdy po przeszkodach. Tak więc do mostu zawitały atak i koło o 8 i 37 zębach (przełozenie całkowite 1:4,625). Samochód zwolnił na asfalcie, choć dalej można go rozpędzić do ponad 115km/h, to w terenie nie ma porównania, nawet pełzając przy 1500 obr/min czuje się, że samochód sunie jak czołg.
Kolejne wypady pełne błota po klamki zabiły silnik,
który zaczął gubić olej i w wyniku słabego smarowania stracił kompresję na cylindrach. Pod zwałami błota nie mogłem znaleźć miejsca z którego leciał olej, więc jedyną możliwością było dolewanie oleju i ciągła kontrola jego poziomu, ale jak dolewac olej wisząc samochodem nad przepaścią? Pod koniec sezonu miałem dość takiego stanu, więc silnik wylądował na
stole warsztatowym i po weryfikacji stanu tłoków , pierścieni i szklanek Robert rzucił hasło: remontujemy! Zaczął się jego baaaaardzo kapitalny remont. Części - tak na wszelki wypadek gromadziłem już od jakieś czasu więc na półce już leżały nowe: wał, tłoki,
korbowody, panewki i pierścienie, zębatki pompy olejowej. Jeśłi robić remont to tylko kompleksowy, bo na pewno po poskłądaniu silnika padnie jakaś stara nie wymieniona częśc i robota zaczyna się od nowa. Głowica po takiej rewolucji musi iść do splanowania, więc dla czego za jednym zamachem nie zrobić jej pełnej regeneracji?
Szlifierz stanął na wysokości zadania, to dobry fachowiec i wie co robi (zainteresowanym mogę podać namiary).
Wszystkie części ruchome - pomimo wkłądania tylko nowych o nominalnych rozmiarach - zostały ręczne spasowane. Współczuję chłopakom, którzy w ramach praktyki pod bacznym okiem szefa długimi godzinami pasowali wszystkie elementy. :-) Przy okazji ujawniła się druga tajemnica: coć głowica jest typowa z prostokątnymi kolektorami, fabrycznie założono zawory o większej średnicy niż normalnie stosowane w UAZie, inna jest krzywizna wałka sterującego popychaczami. Tteraz już wiadomo dla czego wersja Policyjna UAZa jest tak szybka! W połączeniu z bardzo szybkimi przełożeniami w mostach (patrz powyżej remont mostu tylnego) mój UAZik potrafił się rozpędzić do ponad 140 km/h!
Potem zaczęło się powolne
składanie silnika, połączone z wymianą pomp paliwa i wody
i profilaktyczną wymianą większości osprzętu silnika. Tutaj należą się
podziękowania dla Przema (zajrzyj na www.vw-garbusy.pl),
który wykazał się pełnym profesjonalizmem przy składaniu silnika. Przemo uważa, że jak już coś się robi to mucha musi umrzeć w locie, bo nie ma gdzie usiąść. :-))
Korzystając z przymusowego postoju wyremontowałem przedni most. Policjanci mało jeździli z przednim napędem, więc ten most był w bardzo dobrym stanie i nie wymagał użycia tak drastycznych środków jak tylny. Nowe łożyska i kasacja luzów zrobiły swoje. Oczywiście na koniec założyłem nowe hamulce. Rozpędzić się to jedno, a zatrzymać to drugie i to chyba ważniejsze niż pierwsze :-))).
Ostatnio założyłem wspomaganie hamulców, cóż to za ulga, można normalnie zatrzymać samochód bez wbijania pedału w podłogę :-). Jak ja mogłem wcześniej jeździć bez tego udogodnienia!?
Moja cierpliwość dla gaźnika się skończyła!!! Fakt, samochód mało palił, ale nie trzymał równo wolnych obrotów. Regulacje nie dawały spodziewanego efektu, w dodatku uszczelki zaczęły się pocić, na ciepłym silniku nawet pokapywały. Rozebrałem, zobaczyłem, że już ktoś wcześniej próbował go reanimować i podjąłem decyzję o założeniu nowego. Nie ma sensu ładować zestawów naprawczych - za dużo roboty i nakładów finansowych, a skutek może być wątpliwy.
Koniec problemów nowy gaźnik dumnie pręży się na kolektorze :-). Przy okazji znikł jeszcze jedne kłopot - sinik pali bez problemów niezależnie od stopnia nagrzania, zimny czy ciepły jedno przekręcenie rozrusznikiem i już gada.
Dokupiłem praktycznie wszystkie części do położenia nowej instalacji elektrycznej.
Zrobiłem następujące założenia:
- instalacja będzie 2 przewodowa (każdy odbiornik będzie miał zasilanie i masę prowadzoną własnym przewodem)
- włącznik świateł będzie z Poloneza z diodową kontrolką właczenia (orginalny nie jest trwały)
- bezpieczniki umieszczone obecnie pod maską powędrują do środka samochodu i zostaną zamienione na bezpieczniki automatyczne typu "S" (standard w nowym UAZie, choć ja wybrałem wersję z ciężarówek Volvo)
- do środka powędrują także przekaźniki świateł (dawca Żuk albo PF 125P)
- pod kierownicą zamontuję przełącznik zespolony do wycieraczek, kierunkowskazów i zmiany świateł drogowych (dawca VV golf)
- istalacją zostanie ułożona w rurkach igielitowych i zabezpieczona przed wodą silikonem technicznym.
Brzmi groźnie, ale elektryk zapewnia mnie, że położy instalację w 3-4 dni.
Bieżacy sezon będzie stał pod znakiem bezstersowej jazdy. Docieram silnik, bez szaleństw, spokojna jazda turystyczna, ale już widać że silnik otrzymał nowe życie. Odzyskał moc i moment obrotowy, ciągnie już od najniższych obrotów. Ostatnie wypady na wartę i na poligon w Biedrusku pokazały ile werwy tkwi w dobrze wyremontowanym samochodzie. Nawet Paweł Zielony (szczęśliwy posiadacz Dyskoteki - bądź co bądź) łazi teraz koło mojego samochodu i oczy mu się świecą :-)).
Teraz po tylu miesiącach pracy jestem pewien, że wyjadę z domu kiedy chcę, pojadę na imprezę i wrócę do domu na kołach...
No i kto mi powie, że UAZ to zawodny samochód? Wystarczy go dobrze wyremontować i kłopot z głowy, dzielny terenowo samochód za małe pieniądze...
Sprzedałem samochód, teraz już kto inny będzie miał radochę z powożenia "Legala"